Zaznacz stronę

Pielęgniarstwo zmieniła w XIX wieku pewna energiczna Angielka. Oprócz wprowadzenia rewolucji w organizacji placówek medycznych i stworzenia podstaw nowoczesnej edukacji, zbudowała również nowy wizerunek pielęgniarki. Dobra, mądra, punktualna, budząca zaufanie… Każdy z nas na swojej zawodowej drodze spotkał swoją Florence. Opowiedzmy o tych cichych bohaterach, którzy zmieniają nas i nasze otoczenie na lepsze.

„Moja Florence” to nowy cykl w Magazynie Pielęgniarki i Położnej. Nie chcemy budować pomników, chcemy po prostu pokazać osoby, które pomagają, nie po to, by zbudować dla siebie cokoły, ale dlatego, że leży to w ich naturze. Najczęściej nie uświadamiają sobie tego, jak ważni i inspirujący są dla swoich koleżanek i kolegów. Skierujmy na nich choć na chwilę światło jupiterów. To nasze „dziękuję”.

Każdy z Was może o takiej osobie opowiedzieć sam lub z nasza pomocą. Adres redakcji jest do Waszej dyspozycji mpip@nipip.pl

Mecenasem cyklu „Moja Florence” jest Inter Polska.

Pisanie o swoich osobistych autorytetach, o swoim guru, o swoim przewodniku, czy też przewodnikach życiowych i zawodowych nie należy do rzeczy prostych. Szczególnie w tym kraju, w którym z hukiem spadają nie tyle pomniki (bo te akurat mnożą się znów na potęgę), co autorytety właśnie. Mówienie o nich jest zadaniem trudnym, prawie karkołomnym. Mam jednak świadomość, że im więcej wątpliwości w zrelatywizowanym świecie współczesnym, tym większe jest zapotrzebowanie na krzepiące przykłady, odkrywanie nowych, nieznanych bohaterów i jaśniejące wzorce osobowości. Rozumiem, że nie chodzi tu o wskazanie postaci spiżowych, które same chętnie (nawet nieproszone) wskoczyłyby na piedestały, ani o niedoścignione wzorce (z cyklu: nigdy taki nie będziesz), ani też o złotoustych, pełnych frazesów pasterzy, przewodników stada. Czuję, że właściwy sens ma tutaj opowieść o ludziach skromnych, którzy stali się dla mnie osobiście – dosłownie i w przenośni – światłem we mgle i mroku, za którymi pragnie się wciąż podążać, z którymi chce się współpracować, mimo własnych chwil słabości, kryzysów i dylematów zawodowych, których przecież na co dzień w pracy pielęgniarki i pielęgniarza nie brakuje. Zadanie to przyjmuję jako pewnego rodzaju zobowiązanie do odpowiedzi na pytanie o autorytety – postawione przez Magazyn Pielęgniarki i Położnej, które staje się dla mnie jednocześnie okazją do krótkiej choć opowieści o swojej drodze, ważnych zdarzeniach i ludziach, którzy mieli pozytywny wpływ na ukształtowanie mnie i mojej postawy zawodowej, a przede wszystkim pomogli wytrwać w przekonaniu, że istotą i sensem naszej pracy, naszego zawodu jest partnerskie towarzyszenie drugiemu człowiekowi w chorobie, w zdrowieniu, a kiedy możliwości człowieka i medycyny się wyczerpią, w godnym odprowadzeniu na skraj nieznanego horyzontu…

Dlaczego nie myślę rezygnować…

Kiedy zastanawiam się, co sprawiło, że od ponad 30 lat wykonuję zawód pielęgniarza, pracując w Wielkopolskim Centrum Onkologii w Poznaniu i dlaczego ani myślę rezygnować z wykonywania tej profesji, to w naturalny sposób przychodzą mi na myśl osoby, które w tej szpitalnej podróży mnie wspierały. Patrząc z tak odległej perspektywy, przekonałem się, że stopniowo, z biegiem lat naszymi najważniejszymi nauczycielami zawodu, którymi początkowo byli nauczyciele szkolni i akademiccy, stają się nasi najbliżsi współpracownicy i – uwaga! – nasi pacjenci, podopieczni. Bez nich nie tylko nie byłoby zapotrzebowania na naszą pracę, ale przede wszystkim nie byłoby tej szczególnego rodzaju unikalnej refleksji, która rodzi się na styku naszych indywidualnych, międzyludzkich relacji, kiedy stąpamy po cienkiej granicy pomiędzy światem zdrowych i chorych. To Oni – nasze Pacjentki i Pacjenci, pokazują nam z jednej strony, że kiedy popadamy w rutynę, wciąż istnieją ważne szczegóły, ich realne problemy i bóle, których z zewnątrz nie dostrzegamy, z drugiej – nieraz troszcząc się o nas – profesjonalistów, ich terapeutów i opiekunów, Pacjenci ukazują, że nie warto myśleć tylko o sobie, skupiać się jedynie na swojej chorobie i dolegliwościach.

Tak, to Pacjent są moim najlepszym nauczycielem i autorytetem w zakresie uważności, ćwiczenia empatii, ale też ćwiczeń z utraty – dzielnego znoszenia tego, co bywa nieuchronne, niepożądane, niezaplanowane. I że na początku i na końcu – ostatecznie – ważna jest życzliwa obecność – szacunek, współistnienie i słowo, które znaczy, a nie rzuca się go na hulający wiatr…

Dziękuję Tobie Pawle…

Kilkadziesiąt lat temu, kiedy rozpoczynałem pracę w profesji pielęgniarskiej, warunki jej wykonywania przedstawiały się zgoła inaczej niż obecnie. Do dzisiaj jednak lubimy wspominać te niełatwe czasy, na pamięć znamy opowieści o pojedynczych nockach, sprzęcie wielorazowym, talkowaniu rękawiczek, spartańskich często warunkach sanitarno-epidemiologicznych. Wspominamy o naturalnym, a wtedy wyjątkowym (bo pierwszym takim w życiu) szoku jaki doznawaliśmy jako młodzi i niedoświadczeni jeszcze adepci zawodu, przekraczając progi szpitalnej machiny. Któż nie pamięta tych kontrastów, żeby nie powiedzieć rozdźwięków, pomiędzy nabytą wiedzą teoretyczną a praktyką zawodową. Ten niemierzalny obszar dysonansów poznawczych, emocjonalnych i w ślad za nimi spieszących, peszących, a potem rozdzierających dylematów etycznych i zawodowych. Temat stary jak świat. Mimo że wiele się zmieniło, wciąż pozostaje aktualny.

Na pierwszym miejscu pragnę wspomnieć pielęgniarza Pawła Foltyna, pracującego w Poradni Stomijnej Wielkopolskiego Centrum Onkologii. Pamiętam do dzisiaj, kiedy przyszedł do mieszkania moich Rodziców, z prośbą, bym opowiedział mu o swojej pracy. Studiował wówczas geografię na Uniwersytecie Adama Mickiewicza w Poznaniu. Zdziwiłem się wtedy i nawet nie przeczuwałem, że to zainteresowanie jest „na serio”, że naprawdę pójdzie w „moje ślady” i wkrótce stanie się tak świetnym i lubianym przez pacjentki i pacjentów pielęgniarzem. Teraz ja podążam daleko w tyle jego wyraźnie i pięknie odciśniętymi śladami.

Współczesna medycyna i leczenie onkologiczne jest dzisiaj na zupełnie innym poziomie niż było parę dekad temu. Paweł już wówczas daleko szybciej od nas wszystkich zrozumiał, a zwłaszcza zrobił to przed lekarzami podejmującymi się trudnego leczenia chirurgicznego chorych z zaawansowanym nowotworami złośliwymi jelit, że pacjent potrzebuje rzetelnej rozmowy, dobrego wspólnego planu leczenia i rehabilitacji, przygotowania, wsparcia, zaopatrzenia i edukacji słowem kompleksowej, interdyscyplinarnej, holistycznej terapii i opieki, która nie może się zakończyć bez zapewnienia ciągłości po wręczeniu wypisu ze szpitala. Dzisiaj pacjentki i pacjenci przygotowywani przez Pawła do operacji wyłonienia brzusznego odbytu, otoczeni przez niego opieką pooperacyjną i długoterminową poradnianą są dowodzą temu, jak ogromną rolę odgrywa i znaczenie ma świadome, dalekowzroczne leczenie, pielęgnowanie, przygotowanie pacjenta do samoopieki, do powrotu do codziennego życia. Dziękuję za Tobie Pawle.

To wyraz mojej serdecznej wdzięczności

Oczywiście zdaję sobie sprawę, że Paweł nie jest jedynym przedstawicielem naszej profesji godnym naśladowania i wspomnienia, ale jest dla mnie osobą, która stała się dla mnie wyjątkowym światłem, bezcennym zawodowym drogowskazem i zwyczajnym niezwyczajnym ludzkim wsparciem.

Chciałbym podziękować również za przekazaną wiedzę moim Nauczycielkom zawodu, Nauczycielkom i Nauczycielom akademickim, Wykładowczyniom i Wykładowcom zarówno w trakcie studiów, jak i kształcenia podyplomowego.

Dziękuję wszystkim Pielęgniarkom i Pielęgniarzom skupionym oraz działającym aktywnie w Polskim Stowarzyszeniu Pielęgniarek Onkologicznych za współpracę naukową i wymianę doświadczeń dla rozwoju pielęgniarstwa onkologicznego.

Dziękuję swojemu zespołowi Oddziału Chirugii Onkologicznej Chorób Piersi i wszystkim pracownikom Wielkopolskiego Centrum Onkologii za codzienną współpracę i umacnianie się w przekonaniu, że interdyscyplinarna, życzliwa, dobra współpraca jest fundamentem pomyślności działań na rzecz zdrowienia naszych Pacjentów, chroniąc nas samych przed odejściem od naszych misji, wyczerpaniem fizycznym, psychicznym, utraceniem naszych tak bogatych potencjałów.

Niech te kilka słów refleksji o moich autorytetach stanie się wyrazem serdecznej wdzięczności dla Was. To Ty Pawle, to Wy właśnie – moi cisi bohaterowie – bronicie mnie od lat przed zatraceniem istoty pielęgniarskiej profesji, odejściem od zawodu, pogrążeniem się w otchłani frustracji, przed wypaleniem zawodowym, którego nikomu, tak jak i sobie samemu nie życzę.

mgr pielęgniarstwa Maciej Krajewski Wielkopolskie Centrum Onkologii

error

Podziel się informacją z znajomymi