Zaznacz stronę

Pielęgniarka Bloku Operacyjnego Wojewódzkiego Specjalistycznego Szpitala Dziecięcego w Olsztynie Diana Maniak- Brzezińska- magister pielęgniarstwa, doktorantka na Wydziale Lekarskim Collegium Medicum UWM w Olsztynie dobrze wie jakie cechy są potrzebne, by odnaleźć się w tym zawodzie a także, że poczucie spełnienia zawsze przychodzi wraz z poprawą zdrowia pacjenta.

W tym roku wzięła Pani udział w konkursie o Nagrodę Pielęgniarską Królowej Sylwii, który odbywa się pod honorowym patronatem Naczelnej Rady Pielęgniarek i Położnych. Czy udało się Pani zdobyć nagrodę?

Diana Maniak-Brzezińska: Niestety nie udało mi się wygrać konkursu, nie uzyskałam więc tytułu laureata. Ale jestem Finalistką konkursu, co oznacza, że mój projekt zakwalifikował się do szóstki wybranych przez komisję. Żeby otrzymać nagrodę, trzeba przede wszystkim mieć pomysł i nie bać się go pokazać światu. Sama do ostatniej chwili zwlekałam i zastanawiałam się czy zgłosić projekt „Farmaceutyczny asystent seniora”.  Cieszę się, że spotkał się z uznaniem komisji i aprobatą Naczelnej Izby Pielęgniarek i Położnych, przez którą został wyróżniony.  W bieżącym roku, we wrześniu, rozpocznie się kolejna edycja konkursu i chyba zdecyduję się na ponowną aplikację. Zadaniem konkursu jest podniesienie prestiżu zawodowego pielęgniarek i propozycja pomysłów, które pozwolą na poprawę opieki nad pacjentami.

Jest Pani młodą pielęgniarką, obecnie takich osób w zawodzie brakuje. Co spowodowało, że zdecydowała się Pani wybrać ten właśnie kierunek. Kiedy podjęła Pani decyzję?

D.M.-B.: Do decyzji przyczynił się zapewne fakt, że moja mama również jest pielęgniarką. Ale myślę, że głównym bodźcem była działalność wolontariacka. Już w gimnazjum, a następnie w liceum należałam
do młodzieżowej grupy ratownictwa Stowarzyszenia Joannici Dzieło Pomocy. To stowarzyszenie, które prowadzi działalność propagującą nauczanie udzielania pierwszej pomocy. Chciałam wiedzieć więcej więc podjęłam studia na kierunku pielęgniarstwo i tak oto jestem w momencie swojego życia, którym nie wyobrażam sobie siebie w innej pracy. Myślę, że kierunek pielęgniarstwo cieszy się dużym  powodzeniem. Na uczelni, na której pracuję, co roku rozpoczyna studia ponad 120 adeptów. Natomiast są to ciężkie studia i niestety pozostają na nich tylko najwytrwalsi. Absolwentów kierunku jest wystarczająco dużo. Niestety do podjęcia pracy nie zachęcają zarobki, które w moim mniemaniu są nieadekwatne do odpowiedzialności ponoszonej przez pracownika. Problem leży także w organizacji systemu opieki zdrowotnej, która uniemożliwia zwiększenia zatrudnienia w oddziałach. Studenci po ukończeniu nauki bardzo często boją się, że nie podołają takiemu obciążeniu fizycznemu i psychicznemu.

Ta praca daje  wolność wyboru. Po studiach można przebierać w ofertach zatrudnienia,  między pracą zapewniającą  relatywny spokój a pracą w szpitalu. Dlaczego zdecydowała się Pani na pracę w szpitalu?

D.M.-B.: Myślę, że w tej pracy nie można mówić o relatywnym spokoju. Każde miejsce pracy charakteryzuje się swoją specyfiką. Praca w POZ, czy w poradniach specjalistycznych stanowi również bardzo duże obciążenie, szczególnie psychiczne. Bez żadnego wahania wybrałam pracę w szpitalu i to na jednym z cięższych oddziałów- na początku w  Oddziale Klinicznym Chirurgii Naczyniowej, Ogólnej i Onkologicznej. Byłam już wcześniej w tej placówce na praktykach i uznałam, że to miejsce, które wiele mnie nauczy. I nie pomyliłam się, był
to oddział, na którym chorzy byli przyjmowani i operowani przez całą dobę. Prawdziwa szkoła życia. Teraz stoję po zupełnie przeciwnej stronie. Pracuję w Szpitalu Dziecięcym na bloku operacyjnym
w oddziale anestezjologii, więc w końcu odnalazłam swoją niszę, do której już od lat krok po kroku dążyłam.

Pewnie ma Pani poczucie, że robi Pani coś naprawdę ważnego?

D.M.-B.: Tak, zdecydowanie. Szczególnie czuję to realizując się dydaktycznie.  Dostałam w ubiegłym miesiącu telefon od studentki, która znalazła się w kryzysowej sytuacji (wypadek w warunkach domowych) z prośbą o pomoc i upewnienie się, że zrobiła wszystko co jest możliwe. Cieszę się, że studenci ufają mi na tyle i chcą uzyskać poradę w prywatnym życiu, a nie tylko w warunkach uczelni. W pracy zawodowej też to odczuwam, szczególnie teraz pracując z dziećmi. Pacjent pediatryczny jest specyficznym rodzajem pacjenta, a wszystko się komplikuje, gdy przed wjazdem
na salę operacyjną musi się rozstać z opiekunem. Wtedy, aby odwrócić uwagę dziecka musimy być bardzo kreatywne.

Dla Pani pielęgniarstwo  to jest misja czy tylko praca?

D.M.-B.: Wzbraniam się przed rozpatrywaniem mojej pracy w kategoriach misji czy powołania. Ja prostu chcę robić to, co robię jak najlepiej potrafię, zgodnie z najnowszymi zaleceniami, kierując się dobrem pacjenta. To nigdy nie będzie jednak tylko praca. Chcąc uprawiać ten zawód trzeba wykazywać się pewnymi predyspozycjami tj. umiejętnością słuchania, komunikacji z drugim człowiekiem, wielowątkowego myślenia. Podczas studiów, takim pierwszym krokiem są pierwsze zajęcia w szpitalu. Wtedy wielu studentów rezygnuje z kontynuowania nauki. Niestety można
to w pełni zweryfikować dopiero, gdy podejmie się już pracę.

Pielęgniarka jest dziś ważnym członkiem zespołu medycznego. Czy tak? Jakie jest jej miejsce w opiece nad pacjentem?

D.M.-B.: Pielęgniarka od zawsze stanowiła istotne ogniwo w sprawowaniu opieki nad pacjentem, ale niestety dopiero w niedalekiej przeszłości i podniesiono rangę i postrzeganie naszego zawodu.
To my jako pierwsze mamy kontakt z pacjentem podczas przyjęcia do oddziału i podążamy wraz z nim przez wszystkie etapy leczenia. Niejednokrotnie jesteśmy dla chorego źródłem informacji o stanie jego zdrowia, zapewniamy mu wsparcie, podpowiadamy jak postępować po zakończeniu leczenia.

Jakie cechy osobowości są potrzebne do wykonywania tego zawodu?

D.M.-B.: Przede wszystkim cierpliwość. Zarówno podczas studiowania jak i później w trakcie pracy. Każdy pobyt pacjenta w szpitalu należy do tych momentów w życiu, które wywołują u niego ogrom strachu o własne zdrowie i niepokój. Może się zdarzyć także, że nie reagują adekwatnie na bodźce płynące ze strony otoczenia. To my jako pielęgniarki, jesteśmy osobami, która towarzyszą pacjentowi w tych trudnych chwilach, dając mu poczucie bezpieczeństwa. Z wykorzystaniem wiedzy i nabytych umiejętności możemy pomóc ludziom, którzy potrzebują opieki i wsparcia.

Co daje Pani poczucie spełnienia?

D.M.-B.:W pracy zawodowej to, że pacjent żyje, ma się dobrze, a jakość jego życia uległa poprawie.

Dziś pielęgniarstwo wymaga ustawicznego doskonalenia wiedzy
i umiejętności. Jak pogodzić pracę z koniecznością nauki?

D.M.-B.: Nasza praca wymaga ciągłego dokształcania się, szczególnie w aspekcie aktualizowania wiedzy, co spowodowane jest galopującym rozwojem medycyny i ciągłymi zmianami w zakresie zaleceń. Dlatego, gdy już zdecydujemy się w jakiej dziedzinie chcielibyśmy pracować, istotne jest, aby na bieżąco zapoznawać się z aktualnymi zaleceniami. Pogodzenie nauki z pracą zawodową jest aktualnie niezwykle trudne. Przysługuje nam jedynie 6 dni urlopu szkoleniowego- jeśli oczywiście pracodawca wyrazi na to zgodę. Bardzo często chcąc uzyskać kształcenie podyplomowe wymaga to wielu wyrzeczeń.

A czego nauczyła się Pani od starszych koleżanek, tych co są w zawodzie od kilkudziesięciu lat?

D.M.-B.: Wszystkiego. Miałam przyjemność trafić na początku na bardzo dobry zespół. Nie tylko pielęgniarski, ale także lekarski. Nauczyli mnie, jak powinna wyglądać współpraca w zespole terapeutycznym. Pokazali, że tak wielu ludzi o różnych charakterach i usposobieniach, nie zawsze pałających do siebie przysłowiową „miłością” w patowej sytuacji, w stanie podwyższonego ryzyka
jest w stanie pominąć wszelkie powyższe niezgodności i ze sobą współpracować, stworzyć prawdziwy „team work”,  by zapewnić pacjentowi profesjonalną opiekę.

Pacjent zawsze oczekuje od pielęgniarki troski i empatii.  Czy stosunek do pacjenta zmienia się pod wpływem nowych technologii czy pozostaje taki sam?

D.M.-B.: Choremu może się wydawać, że aktualnie nie poświęcamy mu wystarczającej ilości czasu. Pacjenci bardzo często nie mają świadomości, że aparatura, do której są podłączeni w trakcie hospitalizacji dostarcza nam ogromu informacji na temat ich zdrowia i nie o wszystko już musimy dopytywać. Może to także wynikać między innymi z ogromu obowiązków należących do pielęgniarki. Teraz w warunkach bloku operacyjnego, mając pod opieką jednoczasowo tylko jednego pacjenta
w końcu mogę mu się w całości poświęcić, zaopiekować. Niestety praca w warunkach oddziałów szpitalnych nie daje takiej możliwości.

Jest Pani nauczycielem akademickim. Co chce Pani przekazać studentom i świeżo upieczonym adeptom?  Co im Pani radzi?

D.M.-B.: Gdy spotykam się ze studentami na pierwszych zajęciach zawsze pytam ich, dlaczego wybrali ten kierunek. Stanowi to dla mnie pewne rozeznanie. Niestety na przestrzeni kilku poprzednich lat zauważyłam, że coraz więcej osób jest na tym kierunku zupełnie z przypadku. Zdarzają się też tacy, którzy mówią, że „mama mi kazała”. Mówię im wówczas, żeby spróbowali, odbyli swoje pierwsze praktyki w szpitalu i dopiero wtedy zdecydowali. Zawsze przecież mogą zrezygnować i spróbować się w czymś innym. Staram się im uzmysłowić, żeby nie robili nic wbrew sobie, ponieważ później, gdy już zakończą studia zapewne nie podejmą pracy zawodowej.

A jak reagują ludzie spoza środowiska, kiedy dowiadują się, że jest Pani pielęgniarką?

D.M.-B.: Nie ma co ukrywać, gdy tylko przyznam się, że jestem pielęgniarką to bardzo często po chwili sypie się salwa pytań o dolegliwości moich współrozmówców i standardowe pytania o niby-podwyżki płacy. Ludzie bardzo często traktują nas trochę jak „chodzące encyklopedie”. Nie mają świadomości, że nie znamy się na wszystkim. My również, tak jak lekarze, ukierunkowujemy swoje kształcenie i skupiamy się na grupie pacjentów z konkretnymi jednostkami chorobowymi. Zdarzają się także słowa uznania.

I na koniec.  Jaka cecha jest według Pani najważniejsza dla kandydata do zawodu?

D.M.-B.: Wytrwałość. Kształcenie na tym kierunku jest bardzo trudne i wymagające ze względu na swój praktyczny profil. Studenci muszą nastawić się na ogrom nauki i bardzo dużo zajęć w warunkach szpitalnych. Już po pierwszym semestrze będzie miało miejsce spotkanie z pacjentem. To co najmniej 3 lata ciężkiej pracy.

Jak zachęciła by Pani np. licealistę do wyboru studiów pielęgniarskich? Co powinno decydować: chęć pomocy innym ludziom, możliwości rozwoju kariery czy zarobki? 

D.M.-B.: Myślę, że przede wszystkim zachęciłabym do uczestnictwa w Dniach Otwartych uczelni, podczas których promowane są kierunki studiów. Uczniowie mogą wziąć udział w wykładach, obejrzeć bazę lokalową i uczestniczyć w przykładowych zajęciach. To może już trochę rozjaśnić kwestię wyboru kierunku. O zarobkach nie chcę się wypowiadać z wiadomych względów. Natomiast chcę powiedzieć, że pielęgniarstwo daje naprawdę szerokie spektrum wyboru i możliwości rozwoju. Każdy może odnaleźć w nim coś dla siebie, tak jak już wspomniałam wcześniej „swoją niszę”. Niemniej cechą wspólną jest to, że każdy, kto wybiera pracę w tym zawodzie powinien chcieć obcować z drugim człowiekiem, wspierać go, towarzyszyć w tej trudnej drodze jaką jest choroba.