Menu

Naczelna Rada Pielęgniarek i Położnych oddała hołd Powstańcom oraz mieszkańcom Warszawy podczas obchodów 75. rocznicy wybuchu Powstania Warszawskiego.

W poczuciu obowiązku uczczenia pamięci walczących za Ojczyznę i złożenia im hołdu przedstawiciele samorządu pielęgniarek i położnych uczestniczyli w uroczystych obchodach 75. rocznicy wybuchu Powstania Warszawskiego organizowanych przez Urząd Miasta Stołecznego Warszawa.

W przeddzień rocznicy, w środę 31 lipca na Placu Krasińskich odbyła się uroczysta msza święta w intencji poległych powstańców, ich dowódców oraz ludności cywilnej Warszawy pod przewodnictwem biskupa polowego Wojska Polskiego Józefa Guzdka.
We mszy udział wzięli przedstawiciele władz państwowych i samorządowych, powstańcy, żołnierze Armii Krajowej, kombatanci. Po mszy odbył się uroczysty Apel Poległych przy Pomniku Powstania Warszawskiego.

W poczuciu najwyższego szacunku oraz uznania dla bohaterów niepodległościowego zrywu, przedstawiciele samorządu: Prezes Zofia Małas, Wiceprezes Mariola Łodzińska, Skarbnik Danuta Adamek, upamiętnili to wydarzenie składając wieniec pod Pomnikiem Powstania Warszawskiego.

Powstanie Warszawskie wybuchło 1 sierpnia 1944. 63 dni powstańcy prowadzili z niemieckimi wojskami nierówną walkę, której celem było wyzwolenie Warszawy, a w ślad za tym niepodległa Polska. Powstanie pochłonęło ok. 18 tys. powstańców oraz ok. 180 tys. ludności cywilnej.

MM

Program obchodów 75. rocznicy Powstania Warszawskiego tutaj

Na stronie Muzeum Powstania Warszawskiego znajdą Państwo archiwum historii mówionej uczestników Powstania a wśród niej wspomnienia m.in Zofii Kozłowskiej pseudonim „Grażyna” Sanitariuszki z Powstania Warszawskiego, oto jeden z fragmentów jej wypowiedzi:

„Zaczął się wtedy bardzo silny ostrzał. Padały pociski i tak zwane krowy, więc kierownik szpitala elżbietanek, doktor Pietraszkiewicz, chcąc zapewnić większe bezpieczeństwo leżącym tam pacjentom (a byli to ranni powstańcy i cywilna ludność), polecił rozłożyć na dachu szpitala płachtę z czerwonym krzyżem. Dużą, żeby było widać, że to jest Czerwony Krzyż, że to jest szpital. Wtedy zaczęło się piekło! Niemcy skierowali zmasowany ogień na szpital. Jeden pocisk wpadł też do willi na Malczewskiego. Myśmy już siedzieli w piwnicy, z nami ranni powstańcy zniesieni na dół. Pocisk wpadł ukośnie, tak że zawaliły się schody, ale nikt nie zginął, poza dziewczynką, która miała coś piętnaście, szesnaście lat, właśnie tą, która przynosiła nam mleko ze wsi. Nie wiem, dlaczego nie zeszła do piwnicy, w każdym razie nie ocalała. Jak uderzył ten pocisk, otworzył się wywietrznik od komina i cała sadza poleciała na nas. W tym tragicznym, dramatycznym momencie spojrzeliśmy na siebie i zaczęliśmy się śmiać. To był śmiech, powiedziałabym, nieco histeryczny, ale niemniej żeśmy się śmiali. Już było widać, że się wydostaniemy, że nie jesteśmy całkiem zasypani. Wpadało światło i było widać, że się będzie można stamtąd wygrzebać.
Szpital był zbombardowany w sposób straszny. Poginęli ludzie dopiero przed chwilą operowani. Operowani po to, żeby ich uratować. Bomby, pociski padały na szpital. Do tego stopnia, że naprawdę nie było już jak ratować. Po prostu zbierało się resztki ludzkie do takiego rowu. To, co pozostało z ludzi, trzeba było tam zakopywać.”

 

Cała relacja tutaj

Sanitariuszka Janka, ps. Cholera, nieznana bohaterka z Dworca Gdańskiego